Zmiany w szkolnictwie zapowiadane i realizowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) to temat gorący, dzielący Polaków i generujący wiele kontrowersji oraz niejasności. Jedną z takich jest kwestia indywidualnego nauczania. Według propozycji resortu tego typu forma edukacji nie będzie możliwa do realizacji w szkołach i przedszkolach. Rodzice dzieci z niepełnosprawnością biją na alarm, twierdząc, że propozycja MEN jest równoznaczna z zamknięciem ich pociech w domach.

Z kolei zamknięcie dzieci w domach, gdzie indywidualne nauczanie miałoby być realizowane, automatycznie sprawia, że dzieci z niepełnosprawnością zostaną pozbawione możliwości kontaktu z rówieśnikami. Innymi słowy – pozostawi się je na społecznym uboczu, potęgując poczucie wyobcowania i uniemożliwiając im właściwe przechodzenie przez proces uspołeczniania.

Oczywiście wątpliwości rodziców znalazły odzew w postaci oficjalnego komunikatu wydanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Tyle tylko, że ów komunikat nie dotyczy bezpośrednio obaw, ale przedstawia ogólną wizję funkcjonowania placówek edukacyjnych. A to nijak nie rozwiewa wszystkich wątpliwości dotyczących wdrożenia w życie propozycji MEN.

Eksperci zwracają uwagę na fakt, iż w praktyce zmiany w szkolnictwie dotykające dzieci z niepełnosprawnością mogą skutkować społecznym wykluczeniem zarówno ich samych, jak i po części rodziców. Dzieci realizujące program nauczania w domu od najmłodszych lat będą funkcjonować z dala od społeczeństwa, co jednocześnie będzie narzucać dodatkowe ograniczenia na rodziców – któreś z nich będzie musiało ograniczyć swoje obowiązki zawodowe lub – w skrajnych przypadkach – w ogóle z nich zrezygnować.

Na chwilę obecną projekt wciąż jest na etapie konsultacji (przygląda mu się między innymi Rzecznik Praw Dziecka), dlatego wydaje się, że publiczna debata jest rzeczą właściwą. Pytanie jednak, czy rząd i Ministerstwo Edukacji Narodowej pozostaną otwarci na głosy ekspertów i rodziców dzieci z niepełnosprawnością, czy wdrożą projekt niezależnie od ich zdania.

0